Przyzwyczailiśmy się do tego, że niektóre rzeczy, zjawiska wzbudzają kontrowersje. To między innymi polityczna poprawność, darmowe gry hazardowe owoce, czynniki kulturalne. Z pewnością jednym z miejsc jest kino i związane z nimi nagrody. Od lat mówi się o kontrowersjach dotyczących Złotych Globów, Malin czy Oscarów. W tym roku doszło do kuriozalnej sytuacji, gdzie Glenn Close dostała nominację do Oscarów i Malin za tę samą rolę.

Elegia dla bidoków

Elegia dla bidoków, w oryginale Hillbilly Elegy to amerykański dramat filmowy, który został wyreżyserowany przez Rona Howarda. Powstał on na podstawie książki J.D. Vance’a. Występują w nim takie osoby jak Amy Adams, Glenn Close, Haley Bennett, Gabriel Basso, Freida Pinto. J.D. to młody student prawa na Yale, który musi nagle wrócić w rodzinne strony, gdzie jego matka znów popada w narkotykowy nałóg. Staje się to dla niego okazją do wspomnień z czasów dzieciństwa. Możemy zatem obserwować chłopaka w czasach, które raczej nie należą do świetności Ameryki. Główną osią fabularną jest tutaj relacja między chłopcem, a jego mamą i babcią, która postanawia zaopiekować się wnukiem.

Film został wyprodukowany przez Netflix, więc od razu trafił do dużego grona odbiorców na całym świecie. Elegia dla bidoków wydawała się produkcją wręcz skrojoną pod Oscary. Amy Adams i Glenn Close rewelacyjnie wcieliły się w swoje role. Niestety sama produkcja bardzo straciła na reżyserii i scenariuszu. Zaowocowało to między innymi tym, że Ron Howard dostał nominację do Złotych Malin w kategorii najgorszy reżyser. Zapewne nagrody tej nie otrzyma, gdyż sporym faworytem są tu Tomasz Mandes i Barbara Białowąs za 365 dni. Największe kontrowersje wzbudziła jednak nominacja dla Glenn Close w kategorii najgorsza aktorka drugoplanowa.

Polityczne i kulturowe nagrody

Już samo nominowanie Glenn Close do tej niechlubnej nagrody było sporym szokiem. Został on tym bardziej spotęgowany, że kilka dni później amerykańska aktorka została nominowana do Oscara za najlepszą aktorkę drugoplanową za… Elegię dla bidoków. Glenn Close może zatem stać się pierwszą osobą w historii, która za tę samą rolę zgarnie najlepszą i najgorszą statuetkę w branży filmowej.

Nominacje te wywołały ponownie dyskusje na temat nagród filmowych. Coraz częściej mówi się o tym, że rządzą się one polityką i poprawnością kulturową. Świetnym przykładem jest choćby Kolejny film o Boracie, który nie cieszył się zbytnią przychylnością widzów i krytyków. Mimo to dostał 2 Złote Globy i 2 nominacje do Oscarów. Bardziej mówi się o tym, że jest to pokłosie sprzeciwu wobec Donalda Trumpa. W końcu w filmie występuje Rudy Giuliani, prawnik Donalda Trumpa. Nominacje zawsze są czymś subiektywnym, jednak nie ukrywajmy, że w przypadku Złotych Malin często dane filmy czy osoby dostawały nominacje czy statuetki tylko za to, że czymś podpadły jury. Maliny często wywołują większe kontrowersje niż Globy czy Oscary, jednak w ich przypadku zawsze chodziło o kontrowersje.

Zupełnie inaczej jest z Nagrodami Akademii Filmowej. W 2020 roku ogłoszono choćby nowe kryteria dla filmów ubiegających się o nominacje. Chodzi tu bowiem o zachowanie równości na planie. Chodzi zarówno o różnorodność członków ekipy filmowej, otwartość na osoby pochodzące z mniejszości. Choć mogą to być tylko zmiany kosmetyczne, to jednak w najbliższym czasie producenci będą musieli o wiele bardziej zwracać uwagę na zatrudniane osoby. Przeprowadzone analizy wykazały, że sporo nominowanych czy nagrodzonych w ostatnich latach filmów musiałoby zmienić nieco historię czy obsadę, aby zakwalifikować się do nagród. Pokazuje to niestety, że wolność artystyczna, produkcyjna może zostać w mniejszym czy większym stopniu zagrożona.  

5 / 5. Ocen: 1